MENU

Generacja hitów. Świętujemy 5 urodziny PlayStation 4

Ponad 80 milionów sprzedanych konsol na całym świecie mówi samo za siebie - PlayStation 4 to najpopularniejszy sprzęt obecnej generacji. Powody? Ogromna baza gier. Dopracowane produkcje, których nie można znaleźć nigdzie indziej. Zgrabny design. Świetna oferta darmowych tytułów w abonamencie. Sensowna cena. Imprezowe gry obsługiwane telefonem. PS VR ze stale rosnącym katalogiem. Od premiery plusów nazbierało się co niemiara.

To było niesamowite 5 lat. PlayStation 4 zdetronizowało rywali. Charakterystyczna konsola ze ściętym frontem trafiła do sklepów w liczbie 86 milionów egzemplarzy. W Europie, USA i Japonii – ojczyźnie marki – ukazało się ponad 2000 gier przeznaczonych na ten sprzęt. W pełnym przekroju: od produkcji AAA, czyli odpowiedników hollywoodzkich blockbusterów, po drobne produkcje od niezależnych twórców (także wielu polskich).

Od płytowej rewolucji po streaming
Początki marki PlayStation cofają nas aż do końcówki lat 80. Kiedy w Polsce marzeniem była Amiga, Atari czy Commodore 64, a drobniutkie pliki zapisywano na giętkich dyskietkach lub kasetach magnetofonowych, w Japonii już myślano o formacie CD.
Superkonsola z napędem kompaktowym, przechowującym niesamowitą ilość danych, miała być dziełem dwóch firm. Ostatecznie to samo Sony wydało taki sprzęt, rozpoczynając rewolucję. 3 grudnia 1994 roku w Japonii pojawił się słynny "szarak", a jesienią kolejnego roku trafił do reszty świata. I błyskawicznie zdeklasował konkurencję swoimi możliwościami. Dzięki PlayStation 16-bitowe produkcje zostały zastąpione prawdziwym 3D.

CD z czasem zmieniło się w DVD (PS2), ten format na Blu-ray (PS3), a potem przyszedł czas na Ultra HD Blu-ray (PS4) – szczególnie ważny przy filmach o rozdzielczości 4K. Choć dziś nie ma wątpliwości, że płyty odgrywają coraz mniejszą rolę. Bezprzewodowa transmisja umożliwiła Remote Play, zdalne granie np. na przenośnej konsoli PlayStation Vita. A internetowy sklep PS Store to dla wielu podstawowe źródło zakupów i tylko stamtąd pobierzemy darmowe gry w ramach abonamentu. Jednym guzikiem na padzie możemy też przesłać obrazek czy filmik z gry na media społecznościowe albo rozpocząć streaming na YouTube czy Twitchu.

Kultowe produkcje
Na przestrzeni zaledwie kilku lat na pierwszym PlayStation pojawiły się produkcje, o których dziś mówi się prosto: "kultowe". "Metal Gear Solid", "Final Fantasy VII", "Gran Turismo", "Tekken", "Tony Hawk’s Pro Skater", "Resident Evil"... To tam zadebiutowała także seria "Medal of Honor", której późniejsza część podbiła świat PC i rozpoczęła szaleństwo na strzelanki w czasach drugiej wojnie światowej.

Pierwsze PlayStation trafiło do 102 milionów osób. PS2 przebiło wszystko – 155 milionów sprzedanych egzemplarzy i miano najpopularniejszej konsoli wszech czasów! W co się grało? W "GTA: Vice City/San Andreas", słynne "God of War", epickie "Shadow of the Colossus". Ewoluowały znane serie, nie brakowało świetnych bijatyk, pojawiały się świetne produkcje fabularne, jak "Persona" i "Kingdom Hearts" z plejadą postaci z disnejowskich filmów.

Debiut PlayStation 3 w 2006 roku był wejściem w nową epokę. To wtedy pojawiły się marki, w które gramy do dziś. Zaczęły wychodzić gry, których budżety szokowały, a twórcy zaczęli zarabiać więcej niż wydawcy kinowych hitów. Dla jednych będzie to cały szereg gier spod znaku "Call of Duty", "Assassin’s Creed" czy "Far Cry". Dla drugich czwarta i piąta część "GTA" oraz "Red Dead Redemption". Dla innych znakomite, ekskluzywne produkcje Sony – przygodowa seria "Uncharted", familijne "LittleBigPlanet" czy niezwykle realistyczne gry akcji – "The Last of Us" i "Heavy Rain".

DualShock 4 został wyposażony w dotykowy panel do zadań specjalnych.
Przycisk "Share" umożliwia złapanie screena i udostępnienie filmiku na social media.
Podstawowa wersja to 500GB dysku twardego. Dziś większość oferuje okrągły 1TB.
Wspiera natywną grafikę 4K dla filmów i gier, pozwala na streaming w Full HD i 60 klatkach.
W tej podświetlanej niszy znajdują się lekko schowane gniazda USB do ładowania pada.

Nowe i lepsze
Ósma generacja konsol nadeszła w 2013 roku. To wówczas na rynek trafiły nowe sprzęty Microsoftu i Sony. Japończycy byli szybsi o kilka dni. 15 listopada ukazało się PlayStation 4, kilka dni później urządzenie konkurencji. Zaczął się wyścig – na możliwości, funkcjonalności, dodatki i ekskluzywne tytuły.

Czym zachwyciło PlayStation, że wyprzedziło rywali? Każdy z pewnością wskaże coś innego. Jeden zgrabny design konsoli, która świetnie wygląda w każdym salonie. Drugi kontroler DualShock 4 - znakomicie dopracowany, z panelem dotykowych do specjalnych interakcji i przyciskiem do natychmiastowego rozpoczęcia streamu. Ktoś jeszcze powie o wygodnym interfejsie, dzięki któremu nawigacja po zasobach PS4 jest przejrzysta i wygodna.

Dla większości graczy najważniejsze będą jednak bez wątpienia topowe podzespoły, w tym te odpowiadające za grafikę. Wersja PS4 Pro dała wsparcie dla gier w jakości 4K. Nie można też zapomnieć o ekskluzywnych tytułach. Wiele gier dostępnych wyłącznie na sprzęt Sony do dziś okupuje szczyty rankingów najlepszych produkcji ostatniej dekady – remaster "The Last of Us", nowy, nordycki "God of War", "Persona 5", "Uncharted 4" czy "Bloodborne". Do tego dochodzi jeszcze PS VR z takimi produkcjami jak "Firewall: Zero Hour", polski "Superhot" czy "Astro Bot: Rescue Mission". Ale o tym piszemy więcej poniżej.

Sceptyków nie brakowało. Tymczasem PlayStation VR ma się świetnie

O wirtualnej rzeczywistości śniono od dekad. Pionierskie początki to maszyny dla wojska i NASA. Pierwsze sprzęty komercyjne z lat 90. szybko znikły z rynku. A dziś? VR ma się świetnie i ani myśli zwolnić tempa. Rocznie wychodzą setki VR-owych gier, także polskich, a ceny sprzętu są coraz bardziej przystępne.

O wirtualnej rzeczywistości pisze się od dawna; angielski skrót VR już wdarł się do użytkowego języka. Ale w zasadzie się – "z czym to się je"? Czy to osobny komputer? Czy zapewnia inne wrażenia niż ustawienie telewizora 5 cm od oczu?

Tak to działa
Na stole leży plastikowa skrzynka wielkości dwóch pudełek na DVD. Ma kilka kabli. Łączy się przez nie z konsolą PlayStation 4, TV i kamerką z zestawu. Tę ostatnio stawia się zazwyczaj na górze telewizora. Teraz wystarczy włączyć ekran i konsolę oraz założyć najważniejszy element – gogle PS VR. I koniec. Tyle dzieli nas od dosłownego wejścia do świata gry.

Jeśli włączyliśmy jedną z licznych gier stworzonych pod VR, możemy do woli obracać głową. Jesteśmy dosłownie w środku wydarzeń – niezależnie czy to gra przygodowa, w której zwiedzamy kolejne pomieszczenia, horror, strzelanka czy zręcznościówka.

Wszystkim sterujemy przy pomocy klasycznego pada DualShock 4. Dostępne są także kontrolery Aim (w kształcie karabinu) i Move (dwa oddzielne, dla każdej ręki). Pomimo tego, że na głowie mamy spore gogle, gra pomoże poczuć się komfortowo, abyśmy nie stracili równowagi i stali frontem do odczytującej ruch kamery. Dzięki temu możemy w 100 proc. skupić się na tym, co najważniejsze – dobrej zabawie.

Koniec długiej drogi
Prace nad VR-em, który trafiłby pod domowe strzechy, były długą i wyboistą drogą. O pionierskich wynalazkach, substytutach ze szkłami 3D i sprzętach wojskowo-akademickich, można by napisać książkę. Wydawało się, że przełom nastąpi w latach 90. VR trafił do popularnych jeszcze wówczas salonów gier. Pamiętam dobrze, że można było hełm wirtualnej rzeczywistości samodzielnie przetestować 20 lat temu w Polsce w jednym z morskich kurortów. Była to jednak atrakcja na 10 minut zabawy, wakacyjna ciekawostka dla dzieciaków. Posiadanie takiego sprzętu na własność wydawało się nierealne.

  • Konsola to wszystko

    Nie potrzeba osobnego sprzętu, by odpalić VR. Wystarczy podłączyć czarną skrzynkę do PlayStation 4.

  • Gogle na głowę

    Główna gwiazda zestawu. Ekran OLED wyświetla szeroki obraz, który podąża za naszą głową i oczami.

  • Kamera to stróż

    Dzięki niej możemy bawić się, niemal stojąc w miejscu, zamiast chodzić po pokoju i narażać się na zderzenie z meblami czy ścianą. Bezpieczeństwo przede wszystkim!

  • Pad DualShock 4

    Kontroler, który ma każdy posiadacz PlayStation 4, działa także z zestawem PS VR. Dodatkowe kontrolery są opcjonalne, choć dostarczają innych wrażeń.

  • PS Move

    Jeśli chcemy naprawdę wczuć się w postać, potrzebujemy PS Move. Ruchy dwóch "różdżek" będą na bieżąco odwzorowywane w grze.

Minęło wiele lat, zanim temat VR-u wrócił na tapetę. W 2010 roku pojawił się prototyp gogli Oculus Rift, które na rynek trafiły dopiero 6 lat później. Dokładnie w tym samym roku pojawiło się również PlayStation VR - pierwszy w historii zestaw do wirtualnej rzeczywistości współpracujący z konsolą. Jedni byli zachwyceni, inni zwiastowali, że spotka go los telewizorów 3D – krótka fascynacja i powolne odchodzenie do lamusa.

Setki gier
Po dwóch latach wszystko jest już jasne. PS VR na stałe wpisało się w krajobraz naszych salonów. Sprzedało się znakomicie: na świecie w ponad 3 milionach egzemplarzy. W ciągu tak krótkiego czasu doczekało się też mnóstwa różnorodnych tytułów (w tym momencie jest ich już ponad 240). W tym kilkudziesięciu z Polski. Ze ścisłego grona najlepszych trzeba wyróżnić oryginalne, docenione na świecie "Superhot VR" oraz artystyczne "Bound", którego twórcy zostali odznaczeni w 2016 r. prestiżowym Paszportem Polityki.

Wybór jest naprawdę duży. Królują produkcje logiczne, detektywistyczne i horrory. Możliwość oglądania świata w pełnych 360 stopniach to idealne warunki do zwiedzania, szukania poszlak, drobnych obiektów czy nawet igrania z naszym umysłem, jak w przypadku "Batman: Arkham VR".

Są i produkcje, które znalazły sposób, by przenieść bardziej wymagające, zręcznościowe doświadczenie na możliwości gogli. W sieciowym "Firewall Zero Hour" walczymy w małych oddziałach 4 na 4 i co chwila rozglądamy się, jakbyśmy byli na prawdziwym polu walki. Z kolei "Astro Bot Rescue Mission" stawia na rozrywkę w stylu serii z Mario czy Raymanem – więcej o tym tytule piszemy poniżej.

Do zakupu PS VR z pewnością skłania też cena. W tym roku Sony obniżyło koszt zestawu z goglami i sklepy oferują je w okolicach 1000 zł. Warto też zwrócić uwagę na specjalne zestawy dostępne w świątecznych ofertach do 23.12 – Megapack za 999 zł (gogle + zestaw gier) albo pakiet startowy z grą "Astro Bot" za 899 zł. W końcu, po wielu, wielu latach sprzęt do wirtualnej rzeczywistości pogodził wysoką jakość, wygodę i przystępną cenę.

"Astro Bot Rescue Mission" – takiej gry potrzebowała wirtualna rzeczywistość

Symulatory lotów? Gry logiczne, przygodowe? Horrory? Tak, to wszystko dobrze sprawdza się na PS VR. Ale wirtualna rzeczywistość domagała się przełomu. Gry, na jakiej wychowa się całe pokolenie. I doczekała się: platformowe szaleństwo w "Astro Bot Rescue Mission" to klasyczna zabawa w świeżej formie.

Całe pokolenia wychowały się na kolejnych odsłonach "Super Mario Bros." czy "Raymana". Skakanie z platformy na platformę i zbieranie monet bądź innej waluty to sprawdzona formuła dobrej rozrywki. Kochają ją i młodsi, i dorośli gracze. Bo to wcale nie jest takie proste. Wystarczy kilka dłuższych chwil, żeby początkowo nietrudna gra pogroziła palcem i pokazała, że bez wytrwałości i pokory nie wyjdziemy daleko za pierwszą planszę.

To dlatego wszyscy kochają zręcznościowe tytuły. Obsługi ruchu postacią nauczy się każdy, ale ukończenie całej gry wymaga precyzji, koordynacji i małpiej wręcz sprawności kciuków. Sam wychowywałem się na pierwszym "Super Mario Bros.". Po drodze widziałem kilka innych wcieleń z hydraulikiem w roli głównej i skończyłem piękne "Rayman: Origins" wspólnie z żoną.

Dzisiaj siadam do "Astro Bota" i czuję powiew świeżości. Zakładam na głowę hełm wirtualnej rzeczywistości. Kręcę głową w lewo i prawo, cały czas wokół coś się dzieje. Jednocześnie robię to, co znam i kocham od lat – zbieram monety i staram się nie spaść w przepaść. Rozgrywka klasyczna, doznania całkiem nowe.

Gogle na oczy – zaczynamy
Poznajcie Astro Boty. To sympatyczne robociki jakby wyjęte z przebojów filmowych Disneya czy Pixara. Astro Boty latają sobie po kosmosie i radośnie bawią się na pokładzie dużego statku. A skoro są w kosmosie, to muszą tam być i kosmici. A ci zwykle nie mają dobrych zamiarów.

Lekko podskakuję na krześle, gdy nagle przed twarzą ląduje mi spodek, z którego wyskakuje olbrzymi, odrażający ufoludek o – a jakże – zielonej twarzy. Wygląda pociesznie, ale najwyraźniej mu się nudzi, bo rozwala statek Astro Botów, kradnie z niego jedną część i ucieka w nadświetlną. Maszyna z robo-ludzikami rozpada się na kilka części. Na głównym pokładzie pozostaje jeden – i już dobrze wiem, co się zdarzy dalej. Muszę udać się na bohaterską misję i znaleźć całe to zagubione towarzystwo.

Astro Bot

Astro Bot

Astro Bot

Astro Bot

Astro Bot

Astro Bot

Astro Bot

Do obsługi gry nie potrzeba żadnego dodatkowego kontrolera. Poza goglami PS VR potrzebny jest tylko klasyczny pad. Gra początkowo co chwila pokazuje, co wcisnąć, żeby odpalić misję i zacząć grać. Gdy przechylę głowę w dół, widzę wirtualne odbicie mojego kontrolera i klawisze, które wciskam. Ciężko się pogubić.

Nowa klasyka Astro Bot ląduje, a ja intuicyjnie zaczynam biegać na wszystkie strony. Widzę błyszczące monety, więc wskakuję na skalne półki i je zbieram. Za chwilę znajduję pierwszego z ponad 100 zagubionych kumpli. Wysyłam go do specjalnego schowka i pędzę dalej. Kamera ustawiona jest tak, abym nie musiał robić zwrotów głową o 180 stopni, ale rozglądanie się jest bardzo przydatne. Na każdym etapie pełno jest nieźle ukrytych sekretów, które trzeba wypatrzeć.

Na trasie pojawiają się pierwsi wrogowie. To proste robociki, które niszczę jednym kuksańcem. Bardziej muszę uważać na przepaści. Co chwila mam okazję, aby spaść, a gdy wchodzę na cieniutkie belki, wystarczy jeden fałszywy ruch, żeby powtarzać fragment od nowa.

"Astro Bot" na każdym kroku zaskakuje dopracowanymi drobiazgami. A to różowy glut pluje w moją stronę, a maź rozmazuje mi się tuż przed oczami. A to znikąd pojawiają się olbrzymie łapska goryla. A to nagle leci we mnie armatnia kula, a ja muszę zrobić szybki unik głową, jednocześnie nie tracąc kontroli nad bohaterem.

Każda plansza to całkiem inna stylistyka. Raz oglądamy kaniony, raz teren budowy, raz jaskinię pełną świecących grzybów. Z czasem korzystamy także ze specjalnej wyrzutni, która pozwala zakotwiczyć linę i balansować na niej nad przepaścią. Jak się okazuje, przeciwnicy też to potrafią.

Jest wyzwanie
Chociaż bijatyka z potworkami nie sprawia trudności, to wymierzanie odpowiednich skoków i latanie między pochowanymi na górze i na dole sekretami wcale nie jest już łatwe. Jeden nieprecyzyjny ruch czy złe przymierzenie do lądowania kilkadziesiąt metrów w dół na małej platformie i powtarzamy odcinek. Na koniec każdego świata jest oczywiście boss, z którym rozprawiamy się w specjalny sposób.

Narzucana przez wirtualną rzeczywistość perspektywa odświeża klasyczną formułę trójwymiarowej platformówki w niebywały wręcz sposób. Klasyczne zagadki nagle dają tyle radości, co lata temu, gdy po raz pierwszy graliśmy w "Super Mario Bros." To ewolucja, dzięki której znów poczułem się jak dziecko odkrywające zupełnie nowy typ gry – choć wszystko tak naprawdę było mi znane. A czasami, przyznać trzeba, musimy też pogłówkować w sposób, który możliwy jest tylko w wirtualnej rzeczywistości. "Astro Bot Rescue Mission" to zdecydowanie jeden z najmocniejszych tytułów na PS VR – jeśli nie najmocniejszy.

Wojna całkiem na serio. "Firewall Zero Hour", czyli strzelanie z hełmem na głowie

Gry z bronią w ręku towarzyszą mi od lat 90. Od kultowych produkcji o strzelaniu do potworów z kosmosu, przez patetyczne produkcje o II wojnie światowej, aż po te współczesne, ukazujące futurystyczną wojnę. Kolejny etap ewolucji rozgrywa się teraz. To ten, w którym zakładam gogle VR na głowę i osobiście wchodzę na pole bitwy.

Kiedy w ostatnich latach o wirtualnej rzeczywistości zaczęło się mówić coraz więcej, miałem kilka marzeń. Jednym z nich było przeniesienie na gogle VR rozgrywki rodem z serii "Call of Duty" czy "Battlefield". Nie wiem, kiedy twórcy tych gier zdecydują się na stworzenie swoich produkcji w wirtualnej rzeczywistości, ale pierwsze szlaki do nowej epoki już zostały przetarte.

Najpierw był "Farpoint". Wydana w 2017 roku gra na PS VR łączyła fabułę science-fiction ze strzelaniem do kolejnych fal skaczących ze skał maszkar. Razem z imitującym karabin kontrolerem Aim zabawa była naprawdę świetna. Ale "Firewall" to kolejny rozdział. Tu radosne rozpylanie ołowiu w pajęczaki zastępują precyzja i taktyka.

Szkolenie
"Firewall Zero Hour" to taktyczna strzelanka, bliska w założeniach grom o komandosach i ich misjach. Działamy raczej w ciasnej przestrzeni, przechodzimy powoli przez kolejne pokoje ogromnej willi, pomieszczenia fabryki czy boksy biurowca. W trybie solo roi się od sterowanych przez komputer wrogów. W trybie sieciowym działamy w drużynach 4 na 4. Jeśli szukać gatunkowego odpowiednika nie ze świata VR, najbliższej będzie do serii "Rainbow Six" i "Counter-Strike".

Zakładam gogle, biorę mój "karabin" i wchodzę do gry. Wita mnie menu w stylu treningowej hali. Końcówką kontrolera Aim wskazuję na wszystko, co potrzebne. Zaczynam pokornie od samouczka, chcąc poznać wszystkie niuanse gry. Pokonuję szereg korytarzy z płyt pilśniowych, strzelam do tekturowych terrorystów, uczę się, jak strzelać, biegać, przeładowywać. Wszystko jest wygodnie rozmieszczone pod klawiszami na "karabinie". Początkowo myli mi się tylko rzut granatem i podłożenie ładunku C4.

Firewall Zero Hour

Firewall Zero Hour

Firewall Zero Hour

Firewall Zero Hour

Firewall Zero Hour

Firewall Zero Hour

Firewall Zero Hour

Czuję się gotowy na właściwy trening. Zaczynam przed willą mafiosy w tropikalnym kraju – mam zdobyć materiały wywiadowcze. Rozglądam się z przesadną uwagą, machając głową w każdą stronę. Szybko staje się jasne, że przed budynkiem nikogo nie ma, mogę wejść do środka. Większość z kilkudziesięciu drzwi do hacjendy mogę otworzyć. Wybieram jedne na piętrze.

Powoli otwieram kolejne i dochodzę do głównego korytarza. Zaczyna się pierwsze starcie. Dźwięki strzałów alarmują załogę, zaczynają pojawiać się kolejni przeciwnicy. Nie są zbyt sprytni, ale na pewno uparci i jest ich wielu. Muszę rozważnie dysponować amunicją. W "Counter-Strike’u" wystarczyłoby mi 3-5 strzałów na każdego, tutaj muszę dopiero nauczyć się precyzyjnego celowania. Pomagam sobie granatami. Ten dymny pozwala mi na chwilę zniknąć i w spokoju przeładować. Kończę kontrakt.

W sieci walki
Chociaż miałem na głowie sprzęt od VR-u już wiele razy, każda nowa gra to inne przeżycie. Tutaj po raz pierwszy w życiu poczułem walkę na śmierć i życie od środka. Tę "cielesność" wychylania się zza winkla czy przez otwarte drzwi. Myszka i klawiatura pozwala reagować z prędkością światła. Tutaj wszystko musi być delikatne, przewidziane. A jednocześnie, gdy pojawi się wróg, pociągniecie za plastikowy spust to duży zastrzyk adrenaliny.

Jednak zabawa z botami, komputerowymi przeciwnikami, to nie to samo, co możliwość rywalizacji i współpracy z żywym graczami. Dlatego szybko opuszczam kontrakty solo i przechodzę do trybu 4 na 4. Jedna drużyna broni celu, druga go atakuje. W praktyce – wszyscy wypełzają z kryjówek, głodni VR-owych headshotów.

Znowu jestem w wielkiej hali pełnej biurowych pokoi. Widzę kompanów przez ścianę, komunikujemy się też przez słuchawkę i głośnik z zestawu PS VR. Idziemy dwójkami. Bez tego jest duża szansa, że pójdziemy jak owieczki na rzeź. Gdzieś pojawia się pierwszy wróg, od razu strzela. Jeśli dopiero zaczynamy, jest duża szansa, że chybimy. Tu nie celujemy przez muszkę lub kolimator z laserem – nie ma punkciku, który wskaże, gdzie trafimy. Nie ma też idealnego celowania z odległości 100 metrów.

Skończyłem. Chcę jeszcze! Szybko odkrywam, że gra ma do zaoferowania więcej. W menu głównym wybieramy postać, a wraz z nią broń. Oprócz tego liczą się również dodatkowe umiejętności. Możemy być odporniejsi na wybuchy, nieść dodatkowy granat czy łatwiej wykrywać wrogów. Z czasem odblokowujemy też dodatkowe skille. I kolorowe skórki na broń, które wyróżnią nas podczas gry.

Chociaż "Firewall Zero Hour" nie jest alternatywą dla tego, co przez lata wypracowało "Call of Duty", emocje, możliwości i system strzelania z goglami VR na głowie to fantastyczne przeżycie. Zdecydowanie nowa jakość, którą każdy fan strzelanek powinien przeżyć.

5 najlepszych gier na PlayStation 4

PlayStation 4 obchodzi w 2018 roku swoje 5. urodziny. Poświętujmy więc i wybierzmy 5 najlepszych gier na tę konsolę.

Wybór nie jest prosty, bo świetnych tytułów na PlayStation 4 nie brakuje. Uprzedzając fakty, zanim zaczniecie protestować. Tak, na liście zabrakło m.in. "GTA V", "Metal Gear Solid 5" czy chociażby "Detroit: Become Human", które zaciera granicę pomiędzy grą a filmem. Każdy mógłby dopisać kilka swoich propozycji, ale chyba każdy też zgodzi się, że w wybrane tytuły powinni obowiązkowo zagrać wszyscy. To po prostu najlepsze gry tej generacji konsol.

Uncharted 4: Kres Złodzieja
Nathan Drake to jedna z twarzy PlayStation. Dosyć młoda, trzeba przyznać – wszak seria zadebiutowała dopiero na PlayStation 3. "Uncharted 4" przedstawia kolejne przygody odważnego poszukiwacza przygód. W "czwórce" odwiedzamy m.in. dżunglę, zatłoczone miasto czy śnieżne szczyty gór, rozprawiając się z przeciwnikami i rzucając żartami na lewo i prawo. "Uncharted 4" to pożegnanie z tą postacią, ale za to jakie - efektowne i urzekające, bo krajobrazy zapierają dech w piersiach. Gra to prawdziwa prezentacja mocy PS4. Jeżeli chcecie pochwalić się nowym telewizorem, zaprezentujcie znajomym właśnie tę produkcję.

God of War
"God of War" z 2018 roku to najlepszy przykład na to, jaką ewolucję przeszły gry. Pierwsze dwie części serii na PlayStation 2, a potem trzecia na PlayStation 3, były świetnymi slasherami nawiązującymi do greckiej mitologii. Najnowsza część to już nordyccy bogowie, ale nie na tym polega najważniejsza zmiana. Nadal nie brakuje widowiskowej, brutalnej walki, ale fabuła skupia się nie tylko na starciach z mitycznymi stworami. Autorzy wykreowali głównego bohatera z krwi i kości. Przemierza świat wraz ze swoim kilkuletnim synem, a ich skomplikowana, niełatwa relacja ojciec-syn to prawdziwa gwiazda tej produkcji. Niewiele wysokobudżetowych tytułów porusza tak trudne tematy w tak dojrzały sposób.

Wiedźmin 3: Dziki Gon
Możemy być dumni. Najlepsza polska gra to zarazem jedna z najlepszych produkcji ostatniej dekady (co najmniej). "Wiedźmin 3: Dziki Gon" to potwierdzenie światowej pozycji CD Projektu RED. Polacy chcieli robić najlepsze gry RPG na kuli ziemskiej – i robią je. To za sprawą właśnie tej części Geralt został okrzyknięty przez "Tygodnik Powszechny" najbardziej znanym Polakiem na świecie. Wybór nie dziwi, skoro pochwały płynęły zewsząd. "Dziki Gon" zachwyca wszystkim: grafiką, klimatem, dojrzałą fabułą, humorem i oryginalnym - z punktu widzenia zachodniego odbiorcy – światem osadzonym w słowiańskim folklorze. Do tego światem otwartym, żyjącym, pełnym niebanalnych postaci drugoplanowych i pobocznych wątków. 92/100 na Metacritic to nie przypadek.

Red Dead Redemption 2
Gorąca nowość – premierę miała pod koniec listopada. Z miejsca zachwyciła niemal wszystkich. I nie ma w tym cienia przesady, skoro już jest na szczycie najwyżej ocenianych gier na PlayStation 4 według portalu Metacritic (oszałamiające 97/100). "Red Dead Redemption 2" to western z krwi i kości, którego nie powstydziliby się twórcy filmowych klasyków. Urzeka dbałością o każdy szczegół, przepięknymi krajobrazami i, jak na Rockstar przystało, otwartym światem czekającym na zwiedzanie, a także fabułą pełną zwrotów akcji.

Horizon: Zero Dawn
Przyznajemy: to już nie było takie proste. O ile wybór pierwszych czterech gier przyszedł nam łatwo, to ciężej zrobiło się przy ostatnim miejscu. Bo co z genialnym "Bloodborne"? Co z tegorocznym "Spider-Manem"? Jak tu na liście nie umieścić "Overwatcha"? W końcu jednak postanowiliśmy: "Horizon: Zero Dawn". Już pomysł skradł nam serca. Oto odległa, odległa przyszłość po wielkiej katastrofie. Planeta ponownie zarosła niemal pierwotną roślinnością. Po przodkach zostały tylko skonsumowane przez pnącza miasta i… ogromne maszyny, które pełnią tu rolę zwierząt czy innych dinozaurów. Wciągająca zagadka upadku ludzkości to jedno, ale niekwestionowaną gwiazdą tego pełnego akcji RPG jest Aloy, rudowłosa bohaterka. Charyzmatyczna, pełnokrwista, z miejsca weszła do naszego panteonu ulubionych postaci. Oryginalna wizja, świetna fabuła i bezbłędne wykonanie: tak się dziś robi gry.

Bonus: PlayStation VR
OK, trochę oszukujemy: PlayStation VR to nie gra. Nie ulega jednak wątpliwości, że to brama do świata wirtualnej rzeczywistości, na którą czekaliśmy od lat. Pod tą pozycją umieszczamy więc wszystkie tytuły na PS VR, w które nie można nie zagrać. A więcej piszemy o nich poniżej.

Wybieramy najlepsze gry na PlayStation VR

Wśród graczy wciąż pokutuje przekonanie, że wirtualna rzeczywistość jest pusta – nie ma na nią gier. To bzdura. Biblioteka gier na PS VR to już kilkaset tytułów. Wybieramy te, w które koniecznie trzeba zagrać.

"Farpoint"
Daleka przyszłość, odległa planeta, wyprawa badawcza – coś poszło nie tak. Zwiedzamy pustynno-skaliste pustkowia z karabinem w ręku. Walka przy pomocy kontrolera Aim jest prosta, ale i satysfakcjonująca. Tak samo jak balansowanie nad krawędziami i poznawanie zapisanej w hologramach historii wypadku.
Gra pozwala niesamowicie odczuwać przestrzeń. Gogle dają poczucie, jakbyśmy naprawdę byli w środku pola walki, a omyłkowy spadek w otchłań stymuluje mózg do takiej reakcji, jakbyśmy naprawdę spadali. To jest kierunek, w którym powinny rozwijać się strzelanki na VR!

"Skyrim VR"
Tak, to pełnowymiarowe, kultowe RPG "The Elder Scrolls V: Skyrim" w wersji VR. To samo, którym przez lata zachwycali się gracze, chwaląc swobodę, możliwości rozwoju postaci i epickie starcia ze smokami. Nie znajdziemy tu może fantastycznych pomysłów na wykorzystanie gogli, ale dostajemy to, na czego brak narzekają gracze – długą, solidną grę, której nie skończymy po paru godzinach.
Najwięcej zabawy oferuje połączenie gogli z kontrolerem PlayStation Move. Dzięki niemu możemy odpowiednimi ruchami rąk strzelać z łuku, rzucać czary, chować się za tarczą i machać mieczem.

"Firewall Zero Hour"
Sieciowa strzelanka taktyczna. I tyle mogłoby wystarczyć za rekomendację. Razem z ekipą przemierzamy pokoje willi czy industrialne przestrzenie, żeby ustrzelić wroga. Zadanie nie jest łatwe, wymaga naprawdę niezłego celowania, a czasem dobrego oka do rzutu granatem. Niezbędna jest stała komunikacja z drużyną i dużo, dużo ostrożności. Chociaż graficznie "Firewall" trochę odstaje od topowych produkcji, wrażenia ze wspólnych misji są niesamowite.
Gra oferuje coś dla nastawionych na rywalizację. Z czasem odblokowujemy kolejne klasy postaci ze specjalnymi umiejętnościami. I zwykła strzelanka zamienia się w poważne, bojowe misje.

"Gran Turismo Sport"
Jeśli ktoś marzy o ekstremalnej przejażdżce sportowym autem, powinien zwrócić uwagę na nowe Gran Turismo. Z goglami na głowie poczujemy się "w środku" auta tak bardzo, jak to tylko możliwe. Taka perspektywa oznacza pełne wczucie się i… wyższy poziom trudności.
Chwilowo najsłabszym punktem "Gran Turismo Sport" jest niższa rozdzielczość grafiki na VR – na to najbardziej narzekają gracze. Ale rekompensuje to olbrzymia baza tras i pojazdów, jaką oferuje podstawowe wersja gry. Jeśli mamy możliwość podłączenia kierownicy, to wciśnięty gaz do dechy czy zderzenie z barierką przeżywamy kilka raz bardziej, niż po prostu oglądając to wszystko na ekranie.

"Astro Bot Rescue Mission"
Nie ma wątpliwości, że to obecnie król platformówek. Na sprzęty z wirtualną rzeczywistością i nie tylko. "Astro Bot" nie tylko zabiera nas do środka wesołego świata kosmicznych ludzików. Jest w całości zrobiony tak, by wykorzystać pełne możliwości gogli.

Cały czas kręcimy głową, szukając kolejnych ukrytych platform, złotych monet czy pociesznych robocików. Na każdym poziomie nie brakuje sekretnych miejsc, których odkrycie wcale nie będzie dziecinnie łatwe. To klasyczna forma rozgrywki, która dzięki PS VR nabiera zupełnie nowego wymiaru – dosłownie i w przenośni.

"Superhot"
Polski hit trafił na PS VR – i sprawdza się tam znakomicie. Rodzima produkcja to lekko zwariowana gra akcji, w której realizm grafiki zastępują kanciaste kształty i jaskrawe kolory. Naszym zadaniem jest błyskawiczna eliminacja wrogów, wykorzystując sprytną zabawę upływem czasu.

W skrócie mówiąc, gdy stoimy, przeciwnicy poruszają się powoli. Gdy ruszamy, wystrzelona w nas kula nabiera tempa. Każda plansza to akrobacje godne z filmu Quentina Tarantino. A im dalej w las, tym częściej giniemy i powtarzamy plansze. "Superhot" świetnie sprawdzał się w tradycyjnej wersji na konsole i PC. Wersja VR robi jeszcze większe wrażenie. Ciężko się od niej oderwać.

"Hidden gems", czyli mniej znane gry na PlayStation 4, w które też trzeba zagrać

Nie zawsze sprzedają się w milionach egzemplarzy; czasami pracują nad nimi mikroskopijne studia albo nawet pojedyncze osoby. A mimo to trudno przejść obok nich obojętnie. Biblioteka gier na PlayStation 4 pełna jest takich perełek. Z okazji urodzin tej konsoli wybieramy te, które koniecznie musicie poznać.

Stardew Valley
Wygląda jak gra nawet nie z czasów pierwszego PlayStation, a jeszcze wcześniejszych. Nie ma co jednak zrażać się oprawą graficzną, bo nie ona jest tutaj najważniejsza. Zresztą po czasie każdy doceni subtelne piękno "Stardew Valley", dbałość o szczegóły i pastelowe wyczucie estetyki. W grze wcielamy się w bohatera, który odziedziczył działkę na wsi: domek wraz z kawałkiem pola. To od nas zależy, jak wykorzystamy gospodarstwo. Możemy zająć się sadzeniem roślin, hodowlą zwierząt, handlem czy łowieniem ryb, a zarobione pieniądze przepuszczać w gospodzie. A potem zaprzyjaźnić się z mieszkańcami, poznać ich radości i smutki. Mało która gra daje taką swobodę i mało która tak relaksuje. "Rzuć wszystko i wyjedź w Bieszczady" -- tylko w wersji wirtualnej.

Thumper (PlayStation VR)
Na pierwszy rzut oka to gra rytmiczna skupiająca się na omijaniu przeszkód. Liczy się refleks i spryt. I tyle. Nie brzmi to może oszałamiająco, ale, ale, to nie wszystko. Tu liczy się STYL. Wystarczy rzucić okiem na wykreowany przez twórców świat, żeby zrozumieć, na czym polega fenomen. "Thumper" to psychodeliczny, odjechany sen, w którym kierujemy kosmicznym żukiem pośród neonowych mgławic. Podkreśla to nie tylko surowa oprawa, ale też ścieżka dźwiękowa – za warstwą artystyczną stoi Brian Gibson, basista noiserockowego zespołu Lightning Bolt (w niektórych kręgach to wręcz kultowa kapela!). Do gry nie są niezbędne gogle PS VR, ale to dopiero w nich wrażenia są naprawdę niezapomniane. Tylko nie przesadźcie – to jedna z tych produkcji, które można przedawkować.

Dead Cells
Zapewne słyszeliście o "Dark Souls" – niezwykle trudnej, wymagającej serii, w której bardzo, bardzo, bardzo często się ginie (i między innymi na tym polega jej urok). Do regularnego umierania przyzwyczaja też "Dead Cells". Przemierzamy generowane losowo, dwuwymiarowe lochy i jaskinie, starając się przeżyć – co do najłatwiejszych zadań zdecydowanie nie należy. Mało oryginalne? "Dead Cells" zachwyca dopracowaniem, mnogością taktyk i ekwipunku do wyboru. A do tego dochodzi dynamiczna rozgrywka i wysmakowana oprawa graficzna. Nic dziwnego, że gra umieszczana jest wyjątkowo wysoko w rankingach na najlepszą produkcję 2018 roku.

Tetris Effect
Jest rok 2018, cały świat zachwyca się "Tetrisem". Naprawdę. "Tetris Effect" to najlepsza wersja tej gry, jaka kiedykolwiek wyszła. Wszystko dzięki niezwykłej, kosmicznej, znów trochę odjechanej oprawie graficznej. No i muzyce, która z miejsca weszła do kanonu najlepszych ścieżek dźwiękowych z gier. I więcej naprawdę nie ma co mówić – musicie to zobaczyć sami:

Blasters of the Universe (PlayStation VR)
Jest taki trochę dziś zapomniany, niszowy gatunek, który zwie się "bullet hell". Po naszemu – "piekło naboi". Rozgrywka polega w nim głównie nawet nie na ciągłym nawalaniu do przeciwników, ale na omijaniu dosłownie milionów pocisków, które w nas wypluwają (teraz ta nazwa ma sens, prawda?). Tradycyjnie są to gry 2D, ale "Blasters of the Universe" to udana próba przeniesienia tego doświadczenia nie tylko w 3D, ale i do świata VR-u. Rozgrywka jest mocno automatowa, polega na ciągłym powtarzaniu zabawy i wykręcaniu coraz lepszych wyników. Do lat minionych nawiązuje też mocno ejtisowa, neonowa oprawa. Brzmi niepozornie, a wciąga na długie godziny.

Hellblade: Senua’s Sacrifice
Na pierwszy rzut oka to kolejna gra akcji. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom. To niezwykle ambitna produkcja, poruszająca bardzo poważny temat. Główna bohaterka cierpi na rodzaj traumy, a w trakcie rozgrywki cały czas słyszy głosy w swojej głowie. Czasami są to wskazówki, a czasami wręcz przeciwnie: krytyka. Chociaż pojawiły się opinie, że autorzy "Hellblade: Senua’s Sacrifice" nieco spłycają problem chorób psychicznych, to jest to jedna z niewielu produkcji, która tak trudny temat w ogóle porusza. A twórcy pracowali ze specjalistami, by oddać to w przystępny, ale i wiarygodny sposób. "Zdrowy człowiek nie jest w stanie zrozumieć, co dzieje się w głowie osoby chorej" – stwierdził psycholog w rozmowie z WP Gry. Opisywana produkcja pozwala spróbować zrozumieć, z czym chorzy muszą się zmierzyć na co dzień.

Co nas czeka w 2019 roku? Najciekawsze zapowiedzi na PlayStation 4

Jeszcze nie opadł kurz po najgłośniejszych premierach 2018 roku, a już możemy szykować się na kolejne hity. Będzie w co grać.

Fani PlayStation 4 nie mogą narzekać na 2018 rok. Niedawno swoją premierę miało "Red Dead Redemption 2", które z miejsca okrzyknięto (słusznie!) jedną z najlepszych gier tej generacji. Zachwycił też "God of War" czy "Marvel’s Spider-Man". A co będziemy wspominać za 12 miesięcy? Oto nasze typy.

Days Gone
Postapokaliptycznych historii o świecie opanowanym przez jakąś formę zombie widzieliśmy już całkiem sporo. Ale w żadnej nie wcieliliśmy się jeszcze w wyjętego spod prawa członka gangu motocyklowego i łowcę nagród, który zainteresowany jest nie tyle ratowaniem świata, co po prostu przetrwaniem. To przede wszystkim interesuje nas w "Days Gone": bohater. I jego osobista historia, w której równie wielkie znaczenie co koniec świata mieć będzie także śmierć ukochanej osoby. Zapowiada się emocjonująco i emocjonalnie jednocześnie. Tym bardziej, że nasze wybory będą mieć wpływ na fabułę. A jeśli chodzi o rozgrywkę, to, hej, nigdy dość strzelaniu do zombiaków w otwartym świecie! Twórcy podkreślają, iż nie będziemy mieć do czynienia z bezmyślnymi umarlakami. Bezpośrednio przełoży się to na rozgrywkę, bo sprytni "freakersi", jak nazwano tu ludzi przemienionych przez pandemię tajemniczego wirusa, wielokrotnie zaskoczą niesztampowym zachowaniem. Premiera już 26 kwietnia. Czekamy!

Ghost of Tsushima
Gra twórców serii "inFamous", jednej z najciekawszych serii na konsolach PlayStation. I choćby tylko dlatego zapowiada się obiecująco. A zabierze nas w czasy feudalnej Japonii – w pełni realistycznej dodajmy, nie należy spodziewać się żadnych elementów fantastycznych. Wcielimy się w samuraja imieniem Jin Sakai, który będzie mścił się na żołnierzach imperium mongolskiego za śmierć rodziny. Autorzy szykują w pełni otwarty świat (dziś to już praktycznie standard, szczególnie w tak dużych produkcjach), po którym będzie można poruszać się nie tylko pieszo, ale też na koniu o imieniu Nobu. Na razie nie pokazano zbyt wiele, "Ghost of Tsushima" już wzbudza zachwyt oprawą graficzną i klimatem. Szykuje się murowany hit. Zobaczcie zresztą sami, co pokazano na ostatnich targach E3:

Death Stranding
Nowa gra od Hideo Kojimy. Tak, tego od "Metal Gear Solid". Pierwsza od opuszczenia przez niego studia Konami. Czy trzeba mówić coś więcej? No dobrze, to dodajmy do tego niepokojące pierwsze zwiastuny (na jednym z nich główny bohater budzi się na plaży, gdzie znajduje porzucone niemowlę... A dalej jest tylko dziwniej). Dodajmy Normana Reedusa, a więc aktora znanego z serialu "The Walking Dead", w roli głównej. Udział Guillermo del Toro. Fantastyczną muzykę. Otwarty świat. Jeszcze jesteście nieprzekonani? OK, to powiedzmy tak – ta groteskowa, futurystyczna wizja świata to jedna wielka metafora życia i śmierci, w której śmiertelne będą tak niewidzialne monstra, jak i trujący deszcz. Woda bowiem nie tyle daje tu życie, co je odbiera, powodując ekstremalne starzenie się organizmów. O co w tym wszystkim chodzi? Naprawdę nie wiemy. I chyba dlatego tak nas to fascynuje.

The Last of Us: Part II
Jedna z najlepszych gier na PlayStation 3. A za sprawą odświeżonej wersji przeniesionej na nową konsolę - także na PlayStation 4. Ten opis "The Last of Us" raczej nikogo nie oburzy. "Part II" to kontynuacja hitu rozgrywającego się w świecie pełnym zombie. Pierwsza część pokazała losy Joela i Ellie, w niezwykły, dojmująco wiarygodny sposób przedstawiając relację starszego opiekuna i dorastającej dziewczyny. Teraz to Ellie będzie pierwszoplanową postacią i to nią będziemy kierować przez większą część gry. Spodziewamy się długich godzin emocjonującej akcji, ale jesteśmy przekonani, że najwięcej pochwał znowu zbierze fabuła - dojrzała, poruszająca, wciągająca. Warto przypomnieć, że za grą stoi studio Naughty Dog – to nie może się nie udać.

Everybody's Golf VR
Tytuł dobrze znany tym, dla których PlayStation 4 to nie pierwsza konsola japońskiej firmy. Jak nietrudno się domyślić, to, cóż, golf. Kij, piłeczka, dołek, te sprawy. Ale spokojnie - nie jest to wierny symulator, który spodoba się tylko fanom tej dyscypliny sportu. Gra traktuje ją z dużym przymrużeniem oka. To zręcznościówka, w której liczy się wyczucie czasu i trochę sprytu. W skrócie: dużo dobrej, relaksującej zabawy. A dzięki goglom PlayStation VR na głowie, na wirtualne pole golfowe przeniesiemy się wręcz dosłownie. Bez wpisowego i kosztów wynajmu profesjonalnych kijów.

Resident Evil 2
Jeden z najlepszych horrorów w historii powraca po latach. W 2019 roku swoją premierę będzie miał remake kultowego (to słowo w tym wypadku nie jest na wyrost) "Resident Evil 2". Czym przed 20 laty zachwycił ten tytuł? Przede wszystkim duszną atmosferą osaczenia. W grze nigdy nie ma dużo amunicji, a przeciwnicy czają się za każdym rogiem. Co ważne, poprawiono nie tylko grafikę, ale też mechanikę. M.in. kamera zawsze będzie za plecami bohatera, czego w oryginalnej "dwójce" brakowało.

Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.